Historia

1987

Grzegorz Skawiński i Waldemar Tkaczyk, grający wówczas w Kombi, w kwietniu 1987 wyruszyli z zespołem na trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych. Kombi istniało już ponad 10 lat, zespół cieszył się olbrzymią popularnością. Zaczynając od utworów na pograniczu rocka i jazzu, wraz z kolejnymi płytami Kombi było co raz bardziej kojarzone z elektronicznym popem, gdzie gitara przestawała odgrywać istotną rolę. Na koncercie w Chicago Grzegorz mógł na żywo zobaczyć takich gitarzystów jak Paul Gilbert, Steve Vai i Vinnie Moore. To właśnie wtedy postanowił powrócić do rockowego grania. Jednak w Kombi nie miał na to szans. Na nagranym rok później albumie „Tabu” słychać nieco więcej gitary (szczególnie warto zwrócić uwagę na utwór „Też chciałbym tak”), jednak w dalszym ciągu była to muzyka popowa z przewagą syntezatorów.

1989

We wrześniu 1989 ukazuje się album zatytułowany „Skawiński”. Na okładce znalazło się zdjęcie na którym Grzegorz trzyma gitarę francuskiej marki Lâg, ubrany jest w kowbojskie buty, podarte dżinsy i czarny kapelusz. Taki właśnie wizerunek, kojarzący się z ówczesnymi gwiazdami rocka i metalu, miał pomóc w przekonaniu odbiorców by przestali kojarzyć Skawińskiego wyłącznie ze śpiewaniem w znanym popowym zespole. Na płycie znalazło się 9 utworów, w tym aż trzy instrumentalne – gitarowe Moonlight I i II które otwierały i zamykały płytę, oraz kojarzący się z zimowo – świątecznym czasem „Joyeux Noël”. Pozostałe 6 utworów to piosenki w stylu pop – rock, jednak ozdobione melodyjnymi gitarowymi solówkami. W pracach nad albumem wzięli również udział Waldemar Tkaczyk i Rafał Paczkowski. W chórkach gościnnie wystąpiły Kayah i Anna Jurksztowicz.

Mimo wydania solowego albumu, Skawiński i Tkaczyk nadal są przede wszystkim muzykami Kombi. W zespole co raz częściej jednak dochodzi do konfliktów Grzegorza ze Sławomirem Łosowskim, uważającym się za „lidera” zespołu i narzucającego swoją wizję stylistyczną, opartą głównie na wykorzystaniu syntezatorów i co raz dostępniejszych wówczas komputerów. Grzegorz natomiast chciał dalej rozwijać swoją karierę gitarzysty. Jego talent został dostrzeżony w… Stanach, gdzie ukazały się bardzo pozytywne recenzje jego albumu: w czasopismach „Guitar Player” i „Guitar for the Practicing Musician”. Warto dodać, że ten drugi magazyn w 1992 roku był najpopularniejszym w USA czasopismem muzycznym. Styl Grzegorza porównywano do Jeffa Becka i Joe Satrianiego. Oczywiście, nagrany w całości po polsku album nie miał szans na zdobycie amerykańskiego rynku, podobną sugestię wysunął Mike Varney z „Guitar Player”. W Polsce natomiast przez jakiś czas popularne były dwa utwory – „Dziś tracisz mnie” (13 tygodni na Liście Przebojów Trójki, w tym 6 tygodni w pierwszej dwudziestce [4]) oraz „Z tobą czy bez ciebie”.

1990

Zachęcony pozytywnymi recenzjami Grzegorz postanawia pójść o krok dalej i założyć nowy zespół. Nawiązuje współpracę z Piotrem Łukaszewskim (gitara rytmiczna) i Zbigniewem Kraszewskim (perkusja), związanymi z zespołem TSA Evolution. Kraszewski wspierał wcześniej Kombi jako perkusista podczas ich trasy koncertowej w Związku Radzieckim. Oczywiście, nie mogło zabraknąć basisty w osobie Waldemara Tkaczyka. Pod szyldem SKAWALKER, będącym żartobliwym połączeniem nazwiska Skawińskiego i bohatera „Gwiezdnych Wojen”, muzycy zaczęli tworzyć nowy materiał i grać koncerty. 10 grudnia 1991 roku wystąpili nawet jako support przed koncertem Iana Gillana w Sali Kongresowej w Warszawie.

PS. Choć nowa grupa Grzegorza Skawińskiego, Skawalker zagrała całkiem dobry koncert, nie mogła jednak zadowolić zgromadzonej publiczności. Ludzie przyszli po prostu na Iana Gillana…” – Grzesiek Kszczotek [5]

1992

Kombi wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych na kolejną trasę koncertową dla Polonii, właśnie tam Grzegorz Skawiński razem z Waldemarem Tkaczykiem podejmują decyzję o odejściu z Kombi – jako datę rozwiązania zespołu podaje się 21.03.1992 a 26 kwietnia w Gdańsku odbył się ostatni jego koncert.

W tym samym czasie zostaje wydany album zatytułowany po prostu „SKAWALKER”. Okładka zawiera zdjęcia muzyków stojących obok polskiego samolotu bojowego, wszyscy ubrani są w skórzane kurtki. Całość nie pozostawia wątpliwości – mamy tu do czynienia z najprawdziwszym z zespołem rockowym (a nawet metalowym). Na płycie znalazło się 10 utworów – wszystkie mają angielskie tytuły. W chórkach gościnnie pojawili się m.in. Krzysztof Marzec, Andrzej Krzywy i Artur Gadowski.

Muzyka nie pozwalała na żadne skojarzenia z Kombi, za wyjątkiem głosu wokalisty (i przede wszystkim gitarzysty). Grzegorz doskonale zdawał sobie z tego sprawę i szukał kogoś, kto zastąpi go przy mikrofonie.

Do rockowego śpiewania, do muzyki jaką tworzył Skawalker mój głos był za delikatny, za mało chropowaty. O ile z graniem zespołu było bardzo dobrze, o tyle ze śpiewaniem co najwyżej średnio” – Grzegorz Skawiński

Wcześniej rozmawiał między innymi właśnie z Arturem Gadowskim. Ten jednak postanowił pozostać z zespołem IRA, który stał się nagle popularny za sprawą utworu „Mój dom” z debiutanckiej płyty. Niedługo później nowym wokalistą został Tomasz Lipnicki (SHE). Zrezygnował jednak po kilku koncertach i wkrótce potem dołączył do powstającego dopiero zespołu Illusion.

Nie pamiętam, jak na siebie trafiliśmy, czy był na jakimś naszym koncercie, czy ktoś mi powiedział, że Grzesiek szuka wokalisty. W każdym razie się spotkaliśmy. Wcześniej się nie znaliśmy, wiedziałem oczywiście, kim on jest, bo Kombi znali wszyscy w Trójmieście i nie tylko. Bardzo mi się podobała współpraca z nim. Było to na dużo wyższym poziomie i od strony kompozytorskiej, i odtwórczej. Tam wszyscy muzycy grali świetnie i piosenki też mieli fajne, dużo fajnych melodii. Podobało mi się to i sprawiało mi dużą frajdę. W Skawalker pierwszy raz poczułem się naprawdę jak gwiazda. Graliśmy w Sopocie na dachu tarasów i młodzież tak szalała, że wyrwano mi sznurówki z Martensów. Był naprawdę szał, fruwające marynary, czad! (…) Pograliśmy trochę koncertów, ale niestety, gdy zaczęła się rozmowa o kolejnej płycie, w której nagrywaniu miałem już uczestniczyć, okazało się że robienie razem płyty nie polega na tym, że będę cokolwiek współkomponował.” – Tomasz Lipnicki [3]

Grzegorz pokładał spore nadzieje w wypromowaniu swojego nowej płyty w Stanach, w tym celu utwory zostały nagrane po angielsku (nie licząc ballady „That’s It” z polskim tekstem oraz instrumentalnego „Where The Peaceful Waters Flow”). Materiał został wysłany do Mike’a Varney’a, który jednak stwierdził, że tym razem muzyka jest dla niego trochę za ciężka. Tym samym Grzegorz odpuścił sobie zdobywanie Zachodu i skupił się na promocji w kraju.

„Daliśmy sobie spokój z podbojem Ameryki, z resztą ja nie miałem aspiracji robienia kariery na Zachodzie. Tam jest konkurencja nie do wytrzymania i chyba lepiej być prorokiem we własnym kraju” – Grzegorz Skawiński

CDN.

Opracowano na podstawie:

  1. Andrzej Grabowski – „Ona, oni, o.n.a.”, In Rock, 1999.
  2. Grzegorz Skawiński, Waldemar Tkaczyk – „Królowie życia”, Edipresse, 2017.
  3. Tomasz Lipnicki, Przemysław Łucyan – „Jeżozwierz”, Presscom, 2021.
  4. Archiwum Listy Przebojów Trójki – https://www.lp3.pl/
  5. Tylko Rock, Nr 2/1992