Grzegorz Bogdan Skawiński urodził się 6 lipca 1954 roku w Mławie. Jest młodszym bratem Barbary i Zbigniewa. Wszystkie dzieci państwa Skawińskich odziedziczyły swoje zamiłowanie do muzyki po mamie, która grała na mandolinie. Starsza siostra uczyła się grać na skrzypcach, a brat potrafił grać na akordeonie. „Kiedy miałem pięć lat, już wiedziałem że będę śpiewał albo grał. Odkąd pamiętam, byłem bardzo wrażliwy na muzykę, wzruszały mnie niektóre utwory, już jako dziecko mocno to przeżywałem. Przy czym – i chciałbym to podkreślić – ani wtedy, ani nigdy potem nie chodziło mi o sławę czy popularność”.Grzegorz w wieku 6 lat dostał akordeon, który ufundowali rodzice razem z babcią. Rodzice postanowili znaleźć nauczyciela muzyki, aby młody talent mógł się rozwijać. Okazało się jednak że nauczyciel bardziej zniechęcał do nauki, niż pomagał. Był nim starszy pan, który dorabiał sobie w ten sposób do emerytury. „Chciałem grać ze słuchu, a on mi zaczął wyjaśniać co to są nuty… Nuda! Kazał mi się uczyć jakichś teorii i zdarzało mu się przysnąć. Podczas jednej lekcji wybiegłem do kolegów na podwórko, a kiedy wróciłem po piętnastu minutach, on się nawet nie zorientował!”. Ostatecznie nauczyciel stwierdził że dalsza nauka Grzegorza gry na akordeonie nie ma sensu. Akordeon przejął brat, i co ciekawe, z pomocą tego samego nauczyciela osiągnął całkiem niezły poziom gry.

Sporą część dzieciństwa Grzegorz spędził na wsi, u babci w Przemyślu. Jak przyznaje, to babcia w znacznym stopniu go wychowała. Wobec rówieśników był nieco wycofany i żyjący w swoim świecie. Lubił rysować i malować, przejawiał zainteresowanie instrumentami muzycznymi. Niemały wpływ na rozwój jego zainteresowań miał Zbyszek, jego starszy brat. Mimo różnicy wieku, był świetnym kompanem do zabaw, ale i nauki. Siostra zdążyła się już usamodzielnić i założyć rodzinę, więc chłopcy mieli cały dom dla siebie. Zbigniew polecał nastoletniemu już Grzegorzowi dobre książki, a także albumy z reprodukcjami dzieł sztuki. Niedługo później jednak i Zbigniew opuścił rodzinny dom i Grzegorz mógł przejąć pokój brata. W wolnych chwilach słuchał radia, głównie Rozgłośni Harcerskiej i Programu Trzeciego Polskiego Radia, które nadawały m.in. piosenki Trubadurów i No To Co. I to właśnie wtedy w Grzegorzu zrodziła się chęć nauki gry na gitarze.

Nie mając wymarzonego instrumentu, zrobił go sobie sam. Wziął starą deskę od tapczanu, wmontował w nią przystawkę i całość podłączył do radia. O dziwo, gitara wydała z siebie pierwszy i jedyny dźwięk… Rodzice dostrzegli jednak zapał i postanowili ufundować mu gitarę, jednak pod warunkiem uzyskania dobrych ocen w szkole. Grzegorz nie przejawiał jednak chęci do bycia w czołówce uczniów, jego stopnie były dość przeciętne. Wynikało to jednak z luźnego podejścia do nauki, niż z braku predyspozycji – typowy „zdolny, ale leń”. Zdał sobie sprawę że musi znaleźć jakiś inny sposób na sfinansowanie upragnionej gitary. Zaczął znosić do skupu puste butelki znalezione w parku, porzucone tam przez amatorów taniego wina i wódki. Rodzicom nie spodobało się że ich syn chodzi po krzakach i zbiera brudne butelki zamiast się uczyć. Widząc jednak że Grzegorzowi naprawdę zależy na gitarze, mama stwierdziła że nie ma sensu go karać i po prostu zabrała go do sklepu elektrycznego, gdzie między lodówkami i abażurami do lamp wisiały gitary akustyczne. Marzenie Grzegorza wreszcie się spełniło i dostał swoją gitarę.

Pierwszy instrument, nie licząc spróchniałej deski od łóżka, kosztował 615 ówczesnych złotych. Miał dość twarde struny, na których zwyczajnie zdzierały się opuszki palców. Grzegorzowi jednak to nie przeszkadzało i ćwiczył kiedy tylko mógł. Kiedy opanował już podstawy, zapragnął grać tak samo, jak jego radiowi idole. Do tego potrzebował jednak gitary elektrycznej i wzmacniacza. Zdawał sobie sprawę że nie ma szans na nowy instrument, przecież rodzice dopiero co wykosztowali się na zakup akustycznego pudła. Postanowił zatem sam wmontować przystawkę, a jako wzmacniacz wykorzystał radio tranzystorowe, z tak zwanym zielonym okiem. Całość jednak trochę rzęziła i zachwyt nad pierwszą gitarą dość szybko minął. Następną gitarą, tym razem już elektryczną, był wyrób Dolnośląskiej Fabryki Instrumentów Lutniczych „Defil”. Instrument jednak nie nadawał się do bluesowej i rockowej gry, z racji jego budowy oraz twardych strun. Aby móc podciągać struny, Grzegorz zakładał 3 najcieńsze E, następnie stroił je jako E, H i G. Później pojawiły się specjalne struny do tego rodzaju gry, które produkowała gdańska firma Presto. Co ciekawe, firma ta istnieje do dzisiaj.

Do pełni szczęścia brakowało jedynie współtowarzyszy do grania. Zrządzeniem losu Grzegorz Skawiński trafił na Waldemara Tkaczyka – rozpoczynali właśnie rok szkolny w tym samym liceum. 1 września 1969 narodziła się przyjaźń, która zaowocowała wspólną karierą muzyczną przez kolejne lata. Pierwszym zespołem Grzegorza, nie licząc duetu z kolegą grającym na akordeonie, był Kameleon. Zespół przechodził liczne zmiany składu, jednak przetrwał praktycznie cały okres nauki w liceum Grzegorza i Waldemara. Na koniec okazało się, jednak że Grzegorz będzie musiał powtarzać ostatnią klasę, a Waldemar nie dostał się na studia. Chłopcy mieli kolejny rok na podjęcie decyzji co do dalszej wspólnej muzycznej przyszłości. Waldek zapisał się do policealnego technikum zawodowego w Ciechanowie.

Po ukończeniu liceum Grzegorz postanowił zapisać się na studia w Warszawie. Wybrał hungarystykę, bardziej z przekory i chęci bycia oryginalnym, niż ze względów praktycznych czy też chęci rozwijania własnych zainteresowań. Nie został jednak przyjęty. Postanowił przenieść się do Gdańska, gdzie zapisał się do policealnej szkoły muzycznej. Wydawało się że gitara klasyczna będzie doskonałym kierunkiem dla młodego gitarzysty, jednak w praktyce okazało się że to dwa różne światy. Ponadto szkoła nie była zbyt otwarta na współczesną muzykę rozrywkową, więc granie w zespole rockandrollowym nie było żadnym ułatwieniem – wprost przeciwnie. Po roku Grzegorz stwierdził, że dalsza nauka muzyki klasycznej nie przyda się w graniu rocka. Ostatecznie został studentem Wydziału Pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego, razem z Waldemarem Tkaczykiem. Tym oto zrządzeniem losu wspólna muzyczna kariera obu przyjaciół mogła być kontynuowana.

Kolejnym ważnym zbiegiem okoliczności było poznanie perkusisty Jana Pluty. Razem z nim i Waldemarem Tkaczykiem założyli zespół Horoskop, który grał covery, jednak z własnymi rozbudowanymi solówkami. Na jednym z koncertów granych w klubie studenckim Medyk, pojawił się Sławomir Łosowski, który szukał akurat perkusisty do swojego zespołu jazzowego Akcenty. Grzegorz również otrzymał propozycję dołączenia do zespołu jako gitarzysta, jednak niedługo później zrezygnował, nie będąc przekonany co do repertuaru muzycznego Akcentów. Niedługo później Jan Pluta zaproponował Waldkowi dołączenie do grupy Łosowskiego, który tym razem potrzebował basisty. Waldemar zgodził się, pod warunkiem że Grzegorz również dołączy do zespołu.

Akcenty niedługo później przerodziły się w nowy zespół – Kombi. Chociaż skład pozostał ten sam, to jednak muzycy grali zupełnie inny repertuar. Zamiast elektronicznej muzyki eksperymentalnej, która nie była zbyt przystępna dla szerszej publiczności, zespół zaczął grać muzykę bardziej rozrywkową. Do tego jednak potrzebny był wokalista, którym został Grzegorz Skawiński.

Kombi błyskawicznie odniosło wielki sukces, stając się jednym z najważniejszych zespołów w tamtym czasie. Początkowo grając rocka, jednak z czasem co raz bardziej zmierzało w kierunku elektronicznego popu, gdzie w zasadzie wszystkie instrumenty mogły być zastąpione automatami i syntezatorami.

Kiedy Kombi wyruszyło na trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych w 1987 roku, Grzegorz ma okazję zobaczyć na żywo swoich gitarowych idoli: Paula Gilberta, Steva Vai’a i Vinniego Moore’a. Z jednej zafascynowała go technika ich gry, z drugiej zdał sobie sprawę że w Kombi nie będzie mógł wykorzystać nowych technik i rozwijać się jako gitarzysta. Niedługo potem postanawia, że wyda solową płytę.

W 1989 roku ukazuje się album zatytułowany „Skawiński”. Choć utwory z tej płyty mogłyby zostać przypisane Kombi – głównie za sprawą wokalu Grześka – to jednak rolę syntezatorów przejęła gitara. Pop rockowe piosenki, z melodyjnymi i rozbudowanymi solówkami na gitarze, były ciekawą odmianą wobec muzyki z syntezatorów (w tym gitarowych, basowych i perkusyjnych!) oferowanej przez Kombi. Za sprawą znajomego Grzegorza album trafił do kilku amerykańskich czasopism poświęconych gitarze. Materiał został bardzo dobrze oceniony, jednak nie mógłby odnieść większego sukcesu w Stanach z racji piosenek zaśpiewanych po polsku. To jednak wystarcza by Grzegorz postanowił postawić wszystko na jedną kartę i założyć własny zespół, w którym mógłby grać swoją własną muzykę.

Tak powstaje Skawalker, początkowo działający równolegle z Kombi, jednak gdy Kombi wróciło z kolejnej trasy koncertowej po Stanach Zjednoczonych w marcu 1992, Grzegorz ogłasza że porzuca Kombi by móc poświęcić się swojemu zespołowi. Razem z nim odchodzi także Waldemar Tkaczyk.

W tym samym czasie ukazuje się pierwszy album nowej grupy, zatytułowany „Skawalker”. Nagrywając wyłącznie piosenki zaśpiewane po angielsku, Grzegorz ma nadzieję na bycie zauważonym w Stanach. Tak się jednak nie dzieje – Mike Varney, który poprzednio wystawił bardzo dobrą recenzję dla „Skawińskiego”, tym razem stwierdził że muzyka jest zbyt ciężka by mogła się spodobać słuchaczom. Z kolei recenzenci w Polsce zwracali uwagę, że może i muzyka jest dobra, ale przez wokal Grzegorza w dalszym ciągu kojarzy się z Kombi.

Skawalker pozwolił Grzegorzowi zaistnieć jako gitarzysta rockowy – branża muzyczna dostrzegła jego przemianę i doceniła to przyznając wiele nagród za dokonania, jednak od strony komercyjnej nie było wielkiego sukcesu, a na pewno nie takiego jaki odnosiło wcześniej Kombi. Oprócz tego debiut w czasach transformacji ustrojowej, która miała miejsce na początku lat 90, a także zawirowania na ówczesnym rynku płytowym, nie sprzyjały tego typu muzyce. Granie w Skawalkerze kosztowało Grzegorza i Waldemara sporo wyrzeczeń, mimo grania sporej ilości koncertów. Kolejny album, „Sivan”, również nie poprawił sytuacji zespołu. Po raz kolejny zwracano uwagę że wokal kojarzy się z Kombi i nie pasuje do reszty.

Wreszcie udało się znaleźć osobę, która zastąpiła Grzegorza za mikrofonem. Była to osiemnastoletnia wówczas Agnieszka Chylińska. Po zmianie nazwy zespołu na O.N.A. i akcji promocyjnej, która nie zdradzała tożsamości muzyków, premiera albumu „Modlishka” w maju 1995 roku okazała się ogromnym sukcesem. Agnieszka odciągnęła uwagę od Grzegorza i to ona stała się frontmenką zespołu, który wypełniał hale koncertowe i sprzedawał tysiące płyt przez kolejne 8 lat.

W 1999 roku reżyser Wojciech Wójcik poprosił Grzegorza o napisanie muzyki do filmu pt. „Ostatnia Misja”. Na ścieżce dźwiękowej znalazło się 18 autorskich kompozycji Grzegorza, a także „Moja odpowiedź” zespołu O.N.A.

Niespodziewanie na początku 2003 roku zespół O.N.A. wydał oświadczenie o zakończeniu działalności. Jako powód wymieniono różnice artystyczne między członkami zespołu. Agnieszka Chylińska postanowiła przejąć zespół, usuwając z niego Grzegorza. Jednak razem z nim odszedł także Waldemar Tkaczyk. Po rozstaniu z Agnieszką Chylińska muzycy nie chceli po raz kolejny dawać kredytu zaufania nowemu wokaliście bądź wokalistce. Zdawali sobie sprawę że powrót do Skawalkera również nie był dobrym pomysłem. Postanowili wrócić do sprawdzonej formuły, jaką była muzyka grana przez Kombi. Ponownie zaproponowali współpracę Jankowi Plucie, który opuścił Kombi na początku lat 80. Muzycy nie chcieli jednak ponownie współpracować ze Sławomirem Łosowskim, dlatego podjęli decyzję o użyciu nazwy KOMBII. Historia w pewnym sensie zatoczyła koło – Skawiński, Tkaczyk i Pluta znowu grali razem. Tak było do 2009 roku, kiedy Jan Pluta opuścił zespół z powodów zdrowotnych.

W 2012 Grzegorz Skawiński wydał swój drugi solowy album, zatytułowany „Me and My Guitar”. Była to swego rodzaju forma odskoczni od popu, ale także zabawa stylami i swego rodzaju sprawdzian umiejętności – od bluesa aż po heavy metal. Album zajął 7 miejsce w rankingu sprzedaży płyt OLIS.

Oprócz działalności w KOMBII, Grzegorz Skawiński posiada własne studio nagraniowe w Gdańsku, które udostępnia muzykom. Od 2019 postanowił powrócić do malowania obrazów – jego dzieła charakteryzują się mnogością barw, postaci i symboli.

Prywatnie jest osobą która ma ogromne poczucie humoru i dystans do siebie. Udowodnił to w wielu wywiadach, gdzie często wplata różne zabawne powiedzenia. Poza tym był częstym gościem w programie rozrywkowym „Lalamido” w latach 90, wykonując ludowe piosenki na wesoło, czy też parodiując innych wykonawców. W 2022 roku wziął udział w programie „Mask Singer” produkcji TVN, gdzie występował jako Monster – przebrany za kolorowego, włochatego potwora, którego prawdziwą tożsamość musieli odgadnąć jurorzy i publiczność.

Jeśli chodzi o muzykę, to doskonale odnajduje się w różnych stylach i gatunkach muzycznych. Dotyczy to zarówno pop-rocka, jak i cięższych brzmień. Komponuje i pisze teksty – jest autorem takich przebojów jak „Jej wspomnienie” (Kombi), „Koła czasu” (O.N.A.), „Jak dobrze jest kochać” (KOMBII). Współpracował i zagrał gościnnie u wielu artystów – warto wymienić chociażby Liroya, Wandę Kwietniewską, Błażeja Króla, jak i zespoły – Acid Drinkers, Golden Life, IRA i Vader.

Prowadzi audycję radiową „Gitarmania”, która początkowo grana była w gdańskim Radiu Plus, a obecnie nadaje ją Radio Gdańsk, w każdą sobotę kilka minut po 15:00.

Jest miłośnikiem nowinek technicznych, zarówno muzycznych, jak i tych w otaczającym go świecie. Prowadzi i współtworzy swoje strony na profilach społecznościowych, ostatnio również na TikToku, gdzie odpowiada na pytania fanów, a także wykonuje swoje utwory – często w zaskakujących aranżacjach.

Od lat jest miłośnikiem gitar marki Fender – obecnie posiada ich kilka, każda gitara została zmodyfikowana specjalnie do jego potrzeb. Mimo tego eksperymentuje z wyrobami innych producentów. W przeszłości grał na instrumentach firmy Lag, PRS, Gibson czy Mayones.